W ciąży podróże - małe i duże

W ciąży podróże - małe i duże

Witajcie kochani :). Przez kilka ostatnich dni nie byłam z Wami na bieżąco, ale kto śledził mnie na facebook'u czy instagramie wie, że postanowiłam piękne, kwietniowe dni wykorzystać na podróże. Od małego tak naprawdę lubiłam różnego rodzaju wycieczki, a gdy wyjechałam na studia stały się one wręcz moja codziennością. Najczęściej oczywiście zdarzało mi się jeździć do domu rodzinnego, oddalonego od mojego miejsca zamieszkania o około 600 km. Nie dziwne wiec, że praktycznie od początku ciąży zastanawiałam się, czy w ciąży podróżować mogę. Zaczęłam pytać lekarzy, szukać informacji.  Wiele z nich oczywiście mijało się ze sobą, gdyż "co kraj to obyczaj", sprowadzając się generalnie do jednego - tego jak czujesz się Ty i Twoja nienarodzona jeszcze dzidzia.



Ogólnie rzecz biorąc, sprawa przedstawia się następująco :


  • każdy nasz wyjazd należy skonsultować z lekarzem - jest to absolutna podstawa, która rozwieje wszystkie nasze wątpliwości :) ;
  • najlepszym czasem na podróże jest drugi trymestr, kiedy czujemy się w miarę dobrze, jesteśmy w pełni sprawne ruchowo, wyglądamy wciąż jak milion dolarów ;
  • jeżeli chodzi o podróż samolotem, to większość linii lotniczych nie ma przeciwwskazań do przyjmowania na swój pokład ciężarnej, jednakże : w ciąży pojedynczej do 34 tygodnia, a w mnogiej do 30 tygodnia (są to terminy wyśrodkowane, gdyż każda z linii ma swoje przepisy) - oczywiście podstawowym przeciwwskazaniem do latania jest tutaj zmiana ciśnienia ;
  • ważny jest także cel naszej podróży, czyli miejsce w które jedziemy - pamiętajmy, że kobietom w ciąży nie zaleca się długotrwałego przebywania na słońcu oraz że musimy unikać miejsc w których mogłybyśmy narazić się na różnego rodzaju choroby (szczepienia w ciąży także nie są wskazane);
  • jeżeli podróżujemy samochodem, powinnyśmy zapinać pasy bezpieczeństwa - mitem jest szerzone w naszym narodzie przekonanie, że bezpieczniejsze dla dziecka jest ich niezapinanie - samochód prowadzę i jeśli mi się uda, to prowadziła będę do końca ciąży i z pasów bezpieczeństwa nie zrezygnuję;
  • nie istnieją ogólne przeciwwskazania do podróżowania promem przez kobiety ciężarne;
  • oczywiście zrezygnować powinnyśmy z uprawiania wszelkiego rodzaju sportów wyczynowych i takich, które narazić nas mogą na upadek czy jakikolwiek uraz.
Patrząc na powyższe, spokojnie możemy stwierdzić, że jeżeli tylko czujemy się dobrze i nic nam nie zagraża, spokojnie możemy udać się w podróż czy na zaplanowany urlop (kolejny raz powtarzam : po konsultacji z lekarzem ;)) . Wszystko powinno jednakże być dokładnie przemyślane i zaplanowane. Pamiętajmy o tym, że w trakcie tych dziewięciu miesięcy najważniejsze jesteśmy my i nasz maluszek.


Jeżeli chodzi o moją ostatnią podróż, to odbyła się ona w 29-30 tygodniu. Szczerze Wam powiem, że mimo iż na co dzień czuję się dobrze, to tego wypadu nie zniosłam najlepiej. Ponieważ musiałam jechać sama, zamiast samochodu wybrałam pociąg jako środek lokomocji. Zastałam w nim straszny ścisk, duchotę i nieprzyjemny zapach. Podróż trwała osiem godzin, więc od siedzenia w jednej pozycji całkiem porządnie też spuchłam (co wcześniej się nie zdarzało). Pobyt ogólnie uważam za udany, jednakże co chwilę odliczałam w głowie czas do powrotu do mojego ukochanego Trójmiasta, gdzie czekał na mnie laptop, łóżko i oczywiście mój A. ;). W maju czeka mnie jeszcze jedna podróż (którą skonsultuję jeszcze z lekarzem przed), tym razem do Krakowa i wiem już, że może ona być dla mnie jedną wielką męczarnią. I zdecydowanie ostatnim już wypadem przed porodem.


Dla jednych podróże są codziennością i nie wyobrażają sobie oni z nich rezygnować, a inni na okres ciąży potrafią całkowicie o nich zapomnieć. Ja ograniczyłam je do minimum, ale podejrzewam, że gdyby moja ciąża przypadła na okres wakacji, nie mogłabym się oprzeć chociaż tygodniowemu urlopowi w jakimś ciepłym miejscu. Tak jak już pisałam wyżej, najważniejsze jesteśmy my i dzidzia, ale jeżeli wszystko przebiega prawidłowo, to nie rezygnujmy
z naszych planów czy marzeń. Korzystajmy z życia - tylko że z podwójną głową :D.


A jak to było u Was? Podróżowałyście w ciąży? Organizowaliście rodzinne wypady? :)

Miłego dnia kochani! 


Związek z psychopatą, czyli słów kilka o toksycznej relacji

Związek z psychopatą, czyli słów kilka o toksycznej relacji

Witajcie kochani. Dzisiejszy post, tak jak i ostatni,nie będzie należał do tych przyjemnych i lekkich. Będzie za to tematem, który warto przypomnieć i odświeżyć. Mianowicie chciałabym dziś z Wami porozmawiać o toksycznych związkach. Na temat osób żyjących w takich relacjach nie ma jednoznacznych badań, ze względu na to, że mało osób się do tego przyznaje oraz mało ma świadomość tego, że w takim własnie układzie żyje na co dzień. Osobiście spotkałam się w swoim otoczeniu z osobami zmagającymi się z takimi problemami, a nawet sama przez pewien czas w takim związku byłam. Czym tak właściwie jest toksyczny związek? Jak go rozpoznać? Czy da się z nim walczyć? Usiądźcie wygodnie, a ja Wam kilka rzeczy opowiem :).


Toksyczny związek jest relacją niszczącą pozytywne uczucia, które są podstawą udanej więzi. Powoduje, że w relacji damsko-męskiej pojawia się cierpienie, strach, obawa, niepewność, nieufność, podejrzliwość. W takich stosunkach mamy dwie strony - osobę prześladowaną i prześladowcę. Toksyczny związek ma kilka postaci, zaczynając od takiej, w której partnerzy się kłócą i zarzucają zdrady, kończąc na tych, gdzie prześladowcy próbują uświadomić swoim ofiarą, że są one nic nie warte. Niezależne od tego, jaką formę przyjmie prześladowanie, toksyczne związki często trwają latami, gdyż pokrzywdzone osoby nie potrafią odejść od ukochanego prześladowcy.

U podłoża takiej nieczystej relacji, często leży zazdrość, która napędzana jest podejrzliwością. Zaufanie praktycznie przestaje istnieć. Nasz prześladowca kontroluje nas na każdym kroku, wszczyna awantury, sprawdza telefon czy portale społecznościowe. Manipuluje nami i szantażuje emocjonalnie, a w momencie gdy decydujemy się na przerwanie naszego cierpienia, straszny  i zapewnia a o ogromnej miłości.

Manipulacja bardzo często jest tak silna, że osoba prześladowana zaczyna myśleć, że bez tej drugiej osoby sobie nie poradzi. Że nie zasługuje na nikogo innego. Że nikt inny jej nie będzie chciał. A prześladowca zapewnia drugą osobę o tym, że jest to prawda. Na te czynniki podatne są głównie osoby, które są nie znają poczucia własnej wartości. 


Kilka objaw toksycznego związku :

  • Partner często pojawia się niespodziewanie w twojej pracy.
  • Często do ciebie dzwoni i nachalnie wypytuje co robisz.
  • Często płaczesz z powodu waszego związku.
  • Mówi, że dużo zmieni się w waszym związku, jeżeli tylko ty się poprawisz.
  • Daje ci do zrozumienia, że jesteś mu coś winna, zobowiązana.
  • Dostosowujesz się do niego, nawet w najbardziej błahych decyzjach.
  • Twoja rodzina nie lubi go i twierdzi, że nie jest dobrym partnerem.
  • Czujesz, że nic nie zależy już od ciebie.
  • Zarzuca ci zdrady, flirtowanie z innymi.
Zauważenie problemu i zakończenie tak wyniszczającej relacji, nie jest łatwe. Na swoim przykładzie wiem, że często nawet długie rozmowy z rodziną nie są w stanie nic zdziałać i dopóki sami nie dojdziemy do wniosku, że jesteśmy warci dużo więcej niż twierdzi nasz prześladowca, będziemy w takiej relacji trwać i trwać. Ważne jest to, aby uświadamiać sobie, i starać się wierzyć w to, że jesteśmy naprawdę wartościowym człowiekiem, a bycie \
w wyniszczającej nas relacji, do niczego nie prowadzi. Jest to pierwszy krok do tego, aby uwolnić się od prześladowcy. A jeżeli w końcu uda się nam zakończyć nasze męki, będziemy wolnym i szczęśliwym człowiekiem.

Ponieważ osobie, która nie miała styczności z taką relacją, często bardzo trudno jest sobie wyobrazić jak to naprawdę wygląda, pozwoliłam sobie przytoczyć kilka wypowiedzi anonimowych kobiet prześladowanych przez własnych partnerów. Pozostawiłam je w oryginalnej pisowni, tak jak zostały one opublikowane w sieci.

  • Poświęciłam 4 lata życia człowiekowi, którego b. kochałam. Na palcach jednej ręki można  policzyć, ile z tego było dni cudownych, reszta to ból, cierpienia i samotność. Mimo to, nie potrafiłam od niego odejść,kochałam go do granic możliwości. Ten destrukcyjny związek wykańczał mnie z dnia na dzień, dzień po dniu.

  • Witam... w głębi ducha liczę na pomoc, ale wiem że mogę się gorzko rozczarować waszymi wypowiedziami...* Zaryzykuję jednak, bo nie wiem już jak szukać pomocy. Pewnie tylko u terapeuty ale środków brak... ;-( Otóż od kilku lat żyję w toksycznym związku z facetem 15 lat starszym ode mnie. (...) nasz związek przepełniony był kłótniami o jego wcześniejsze zdrady, nie potrafiłam się z tym wszystkim pogodzić, ale jednak cały czas z nim byłam. Z małymi przerwami... bo od czasu do czasu wstępuje we mnie ogromna siła i wiara w siebie i wtedy z nim zrywam, on odchodzi, ale wraca jak bumerang i błaga, płaszczy się, jest wszędzie tam gdzie ja... (...) Co mam zrobić? Jak poszukać w sobie siły, której nie mam.

  • Raz potrafi być miły, zadowolony, a potem zimny, niedostępny, odpychający. Czasem mam wrażenie, że źle reaguje na ten jego drugi stan, otóż denerwuję się bardzo, staram na siłę załagodzić, rozładować, jednak ile się przy tym namęczę, nacierpię to moje.... Mam wrażenie, że on zaczął to z biegiem czasu wykorzystywać (jesteśmy razem rok i 8 miesięcy), nieważne już co zrobię, może to być nawet pierdoła, on gdy ma ochotę rozdmucha to do potrzebnych rozmiarów i zrobi materiał na awanturę, całą winę zrzuci oczywiście na mnie... Po jakimś czasie znowu potrafi być miły, opiekuńczy. Mam wrażenie, że jestem z toksycznym facetem, a emocjonalnie bardzo wiele mnie to kosztuje. Przy każdym jego złym humorze odczuwam niepokój, napięcie, obwiniam siebie. 
*Przerażające jest to, jak wiele osób obawia się ujawniać ze swoimi problemami, mówić o nich i otwarcie szukać pomocy, obawiając się fali hejtu. Oczywiście obawy dziewczyny są uzasadnione, gdyż za pewne każdy z nas spotkał się odpowiedziami obrażającymi i kpiącymi, które mają być pomocą w naprawdę trudnych problemach. Zastanawiam się wtedy dokąd zmierza ten świat...

Wymienione wyżej przeze mnie to tylko niektóre, te mniej drastyczne, zaczytane w internecie historie. U mnie osobiście w poprzedniej relacji, toksyczny związek objawiał się poniżaniem, ubliżaniem, oczywiście zarzutami zazdrości. Czułam się i bezradna wierzyłam w to, że jest to jedyny mężczyzna, który będzie chciał kiedykolwiek ze mną być (a nie miałam wtedy nawet 20 lat!). Doprowadził do tego, że czułam się zastraszona, bałam się odzywać, zmieniłam się bardzo. Z takiej relacji udało mi się wyjść po 2 latach... Dopiero teraz, gdy jestem w moim obecnym związku, mogę powiedzieć, że wiem co to szczęście. Że wiem, jak to jest być naprawdę kochanym.

Pamiętajmy, że toksyczny związek, to związek z psychopatą, dla którego nasze szczęście nie jest i nie będzie nigdy ważne. Taka relacja jedyne co może zrobić, to wykończyć nas psychicznie. 



Jak zwykle się rozpisałam :). Kochani, nie chcę podawać Wam w tym poście wszystkich symptomów, objawów
i odmian toksycznych związków, bo nie o to chodzi. Takich informacji jest cała masa w internecie. Chcę, żeby ten wpis był alarmem dla Was. Żeby był przestrogą. Pamiętajmy, że taka relacja potrzebuje pomocy, nie potępienia. Chcę, żebyście wszyscy wiedzieli, że każdy z Was jest wyjątkowy i zasługuje na szczęście - nie na życie z psychopatą. Nasze życie jest krótkie, pełne zawirowań, potknięć i powstań, dlatego powinniśmy iść przez nie z osobą, którą kochamy i która kochana nas.... szczerą, niepowtarzalną miłością.

Moi drodzy, jeżeli ktoś chciałby porozmawiać na ten czy inny temat, to oczywiście jestem dostępna - najczęściej na Facebook'u :).

Dajcie znać co myślicie o wpisie i czy spotkaliście się kiedyś z taką relacją. Ah, i czy podobają Wam się takie bardziej kryminalistyczne posty? Dajcie proszę znać :).

Spokojnego i słonecznego weekendu kochani! 


Od depresji do samobójstwa

Od depresji do samobójstwa

Każdego roku w wyniku śmierci samobójczej w naszym kraju, ginie dwa razy więcej osób, niż w wyniku wypadków drogowych (2993 osoby w 2016 roku). Według statystyk Komendy Głównej Policji w 2016 roku w Polsce na swoje życie z efektem skutecznym, targnęło się ponad 5,4 tysiąca osób. Samobójstwo jest jedną z najczęstszych przyczyn zgonów na świecie i drugą u młodzieży (!!!).  Podłożem samobójstw są depresje, schizofrenia, zaburzenia afektywne dwubiegunowe, alkoholizm lub inne środki odurzające. Dziś chciałabym skupić się szczególnie na depresji, dlatego że NIE LECZONA jest przyczyną około 65 procentach aktów samobójczych zakończonych śmiercią

A dlaczego o tym dziś mówimy ? Dlatego, że temat samobójstwa bardzo często pojawiał się w trakcie mojej nauki kryminologii, spotkałam się z przypadkami osób po próbach samobójczych, rozmawiałam z osobami które miały myśli samobójcze oraz dlatego, że w lipcu będę matką, a swoje dziecko pragnę chronić przed wszystkim. Chciałabym, żeby mój tekst stał się swego rodzaju dzwonkiem i alarmem dla osób, których problem ten dotyczy, a nie zdają sobie z tego sprawy.


Samobójstwo jest najpoważniejszym skutkiem depresji. DEPRESJI = CHOROBY. Nie jest świadomą decyzją, zwykłym wyborem. Depresja to choroba i musimy zdać sobie z tego sprawę. Niby oczywiste, ale czy na pewno? Zauważmy, że mimo 21 wieku, dużo ludzi twierdzi, że zachowania depresyjne to czyjś "wymysł", "zachcianka" itp, itd. Wertując fora internetowe jest bardzo łatwo znaleźć opinie, które mnie osobiście wbiły w fotel. Szczególnie ciężko jest wytłumaczyć depresję osobom starszym, gdyż kiedyś nie było o depresji tak głośno jak teraz, a akty samobójcze wiązano z chorobą psychiczną, nie zagłębiając się w temat i zamykając go tak szybko, jak było to możliwe.

Co w związku z tym jest powodem do podejrzeń, że my sami lub ktoś w naszym otoczeniu cierpi na depresję ? Zobaczmy, jakie są jej objawy :

  • długotrwały smutek;
  • przygnębienie, połączone z bezsennością lub długotrwałą sennością (zaburzenia snu), brakiem odczuwania przyjemności, spowolnieniem, poczuciem winy, napadami lęku - w niechorobowym smutku z reguły powyższe rzeczy nie występują razem;
  • trudności z jasnym myśleniem;
  • obniżone poczucie własnej wartości;
  • objawy somatyczne tj. ból brzucha, zaparcia;
  • myśli o śmierci lub samobójstwie.
Pamiętajmy, że prawidłową diagnozę postawi dopiero lekarz. My sami nie powinniśmy ich stawiać na podstawie rzeczy zaczytanych w internecie, ale powinny one pomóc nam w podjęciu jak najszybciej reakcji i pomocy osobie chorej. 

Z reguły, wyżej wymienione objawy trwają długotrwale. Jeżeli jest to okres powyżej 2 tygodni, powinniśmy jak najszybciej udać się do lekarza.

Zwracajmy proszę uwagę na to, co dzieje się w naszym otoczeniu, a naszych spostrzeżeń nie bagatelizujmy, bo skutki mogą być niewyobrażalne...


Wymienione przeze mnie myśli samobójcze, są już końcowym etapem depresji (pamiętajmy jednak, że mogą występować też u człowieka zdrowego). Jeżeli pojawiają się to pamiętajmy, że jest to WOŁANIE O POMOC. W wielu przypadkach jest to chęć uwolnienia się od cierpienia,a nie faktycznie od życia. Jest to moment, w którym zadziałać musimy (!). Bo co stanie się w momencie, gdy osoba pokazuje nam w taki sposób, że pomocy potrzebuje, a jej od nas nie otrzyma? Spójrzmy, przecież tyle się słyszy o tym, że nastolatkowie okaleczają się. Słyszy się też, że "mają nie po kolei". Oni bardzo często robią to po to, żeby ktoś ich zauważył - rodzice, dziadkowie, przyjaciele. Żeby ktoś porozmawiał z nimi i zrozumiał, że faktycznie mają jakiś problem. A żeby dziecku pomóc, nie wystarczy wysłać go tylko do psychologa i dalej zająć się sobą...

Sama miałam bardzo dużo styczności z osobom, która żegnała się ze mną mówiąc, że chce odejść. Powiedzcie, co to było? Próba ratunku samego siebie! Zgłoszenie się do najbliższych osób, które jako jedyne mogą nam pomóc. Na szczęście wymienionej przeze mnie osobie udało się pomóc, i z choroby została wyleczona. Ale co by było gdyby nikt wtedy nie zwrócił na to uwagi? Ile od myśli samobójczych musi minąć czasu, aby doszło do próby samobójczej?

Istnieją trzy końcowe etapy depresji, które zawsze występują w tej samej kolejności :
  • myśli samobójcze - planowanie samobójstwa,myślenie o nim;
  • próba samobójcza - próba ratunku samego siebie,manifestacji, wołania o pomoc (zdarza się 15-krotnie częściej niż dokonanie);
  • dokonanie samobójstwa - akt samobójczy zakończony zgonem. 
Pamiętajmy, że każda próba samobójcza zwiększa ryzyko jego popełnienia !


Oczywiście nie jest tak, że każda osoba chora na depresję jest skłonna do samobójstwa, ani że każde samobójstwo jest efektem depresji. Pamiętajmy, że przede wszystkim jest to choroba którą trzeba leczyć.  Że na każdym jej etapie trzeba być czujnym i reagować. Rozmawiać, rozmawiać i jeszcze raz rozmawiać. 

Czasami zwykła rozmowa, zrozumienie i wyrozumiałość potrafi rozwiązać bardzo wiele problemów. Nie zapominajmy o tym...

Wicie, ostatnio spotkałam się ze znajomą. Od słowa do słowa, powiedziała mi że jej córka postraszyła ja próbą samobójczą, a ona wysłała ją do pedagoga szkolnego. Zaczęła mówić o trudnym okresie, bo dorastanie, bo problemy gimnazjalne, bo pierwsza miłość, bla,bla,bla... Zapytałam co zrobiła poza pójściem do pedagoga. Wiecie co powiedziała? Że nic. NIC. Nawet nie porozmawiała z córką.  

I z tą historią Was dzisiaj zostawię kochani...


Na koniec, jeżeli ktoś byłby zainteresowany, odsyłam  do szczegółowych statystyk dotyczących samobójstw 
w Polsce :

http://statystyka.policja.pl/st/wybrane-statystyki/zamachy-samobojcze

Dajcie znać w komentarzach o tym, co myślicie o współczesnym problemie depresji i samobójstwa.

Miłego dnia!


Prawa kobiet w ciąży

Prawa kobiet w ciąży

Moi drodzy, co roku w Polsce rodzi się około 350-400 tysięcy dzieci (2016 r. - 382 tysiące wg danych GUS'u).  Mniej więcej tyle samo dzieci rodzi się CODZIENNIE na świecie (2016 r. - około 353 dziennie), czyli około 255 niemowlaków na minutę. Oznacza to, że w naszym otoczeniu jest mnóstwo kobiet ciężarnych. W ciąży były nasze babki, matki, ciotki, przyjaciółki. Byłyśmy, jesteśmy, być może będziemy my. Były lub będą nasze żony, koleżanki, kochanki, znajome, sąsiadki, córki. Można tak wymieniać i wymieniać. Co by nie mówić, ciąża jest tematem powszednim.
W związku z tym, czy wiemy jakie prawa przysługują nam gdy jesteśmy w stanie błogosławionym? Wiemy o co możemy walczyć i jak starać się o swoje? Spójrzmy. 


1. Prawo do nieodpłatnej opieki zdrowotnej - bez względu na to, czy jesteśmy ubezpieczeni czy nie, możemy korzystać z placówek publicznej opieki. Żeby zostać przyjętym do lekarza, posiadać musimy zaświadczenie o ciąży od ginekologa, dokument tożsamości i skierowanie (jeżeli jest to konieczne).

2. Prawo do korzystania poza kolejnością z porad specjalisty i badań diagnostycznych. Jeżeli nie ma możliwości dostania się do lekarza tego samego dnia co stawiliśmy się w przychodni, to przyjęci musimy zostać nie później niż w ciągu 7 dni od dnia zgłoszenia. W tym wypadku także potrzebne jest nam zaświadczenie o ciąży oraz dokument tożsamości. Prawo to weszło wżycie w styczniu 2017 roku wraz z uchwaleniem ustawy "Za życiem".

Odsyłam do ustawy : http://prawo.sejm.gov.pl/isap.nsf/DocDetails.xsp?id=WDU20160001860

3. Prawo do nieodpłatnej pomocy prawnej w zakresie praw rodzicielskich i uprawnień pracowniczych. Pomoc prawna jest w tym wypadku finansowana przez państwo. Prawo to także zostało wprowadzone dzięki powyżej podanej ustawie "Za życiem". Taka pomoc może się okazać niezbędna szczególnie w przypadku osób, które z ciążą a później z dzieckiem zostają same (a niestety wiemy, jak często taka sytuacja ma miejsce...) - warto w takiej sytuacji mieć świadomość o co i jak możemy walczyć.

Tutaj znajduje się lista ośrodków, gdzie taką pomoc otrzymamy: 
https://darmowapomocprawna.ms.gov.pl/pl/nieodplatna-pomoc-prawna


4. Prawo do wsparcia psychologicznego - jeżeli kobieta urodziła dziecko martwe, o niskiej wadze lub z wadami wrodzonymi taką opiekę zapewnić nam musi szpital (!),  natomiast jeżeli my, lub ktoś z bliskich nam osób zauważy
u nas znamiona depresji poporodowej, przysługuje nam prawo do skorzystania z usług poradni zdrowia psychicznego bez skierowania i także poza kolejnością (ustawa "Za życiem").

5. Prawo do zaplanowania porodu - plan porodu to dokument mówiący o tym, na co zgadzamy się i czego oczekujemy w trakcie porodu. Jest on opracowywany w trakcie ciąży przez położna lub ginekologa i dołączany do dokumentacji medycznej. Oprócz planu porodu opracowany powinien także zostać plan opieki przedporodowej, który opisuje procedury medyczne i czas ich wykonania. 

6. Prawa do obecności bliskiej osoby w trakcie porodu - nie musi to być ojciec dziecka, możemy wskazać wybraną przez nas osobę (mamę, przyjaciółkę). Tutaj pamiętajmy, że niektóre szpitale wymagają od osoby uczestniczącej
w porodzie rodzinnym, posiadania zaświadczenia o ukończeniu szkoły rodzenia.


7. Prawo do prowadzenia ciąży przez położną - jeżeli ciąża przebiega prawidłowo, może ona być prowadzona przez położna, na takich samych zasadach, na jakich prowadzi ją ginekolog. Kobieta ma wykonywane takie same badania
i zapewnioną taką samą liczbę wizyt. Dopiero w momencie gdy pojawiają się komplikacje, ciężarna skierowana zostaje do specjalisty.

8. Prawo wyboru miejsca porodu - możemy rodzica zarówno w szpitalu jak i poza nim (dom lub dom narodzin). Tutaj powinnyśmy jednak pamiętać, że poród w szpitalu pozwala na szybszą reakcje w przypadku ewentualnych powikłań. Jeżeli wybieramy szpital, mamy prawo do : intymności, dyskrecji i informacji o przebiegu porodu.


Moi drodzy, każdy z nas wie, że w praktyce bywa różnie, ale na pewno warto znać swoje prawa i o nie walczyć. Osobiście już kilka razy korzystałam z ustawy "Za życiem", udając się do specjalisty bez kolejki. Fakt faktem, że musiałam powoływać się na ustawę, ale bez niej, chociażby do okulisty, dostałabym się najwcześniej w grudniu 2018 ;).  

A Wy znałyście swoje prawa będąc w ciąży? Korzystałyście z nich? Jakie są Wasze doświadczenia ?

Miłego weekendu kochani ! :)


Rób w życiu to co kochasz, czyli słów kilka o moim studiowaniu

Rób w życiu to co kochasz, czyli słów kilka o moim studiowaniu

Moi drodzy, za nami kilka dni kwietnia. Co prawda o ile Święta Wielkanocne nie zapowiadały wiosny, to dzisiejszy dzień już jak najbardziej tak.  Nie wiem jaka pogoda u Was, ale w Trójmieście jest dobre 15 stopni. ;) Aż chce się żyć! :) Za mniej więcej miesiąc zaczną kwitnąć kasztany, a więc zacznie się czas matur i wyboru drogi życiowej młodych ludzi. Dla wielu, będzie to jeden z najważniejszych życiowych wyborów. Mimo, że do egzaminu dojrzałości podchodziłam dobrych kilka lat temu i wybór studiów mam już za sobą, nie były to w moim życiu łatwe momenty.


Na początek troszeczkę mojej historii ;) :

Zacznę od tego, że moim zdaniem polski system szkolnictwa jest totalnie do d... . Swoją drogę edukacji zaczynamy kształtować w momencie, który zbiega się w czasie się z odstawieniem na bok zabawek i zainteresowaniem płcią przeciwną. Jest to etap,w którym z reguły nie wiemy co chcemy robić, co byłoby dla nas najlepsze, co tak naprawdę sprawia nam radość. Dlatego często drogę naszej edukacji kreują rodzice, dziadkowie, znajomi czy zwyczajnie moda. 

Kończąc gimnazjum wiedziałam tylko tyle, że lubię język polski. Hmm... w sumie ciężko też było mi samej stwierdzić czy faktycznie go lubię, czy może raczej całkiem nieźle sobie z nim radzę i to sprawia mi radość. Bardzo chciałam dalej uczyć się w liceum i wybrałam profil humanistyczny.Wtedy zaczął się pierwszy kabaret, czyli kierowanie w moją stronę komentarzy w stylu późniejszej pracy w Mc Donaldzie (w żaden sposób nie chcę tu ubliżyć tu osobom pracującym w Maku!), bezrobocia i ogólnie bycia nieukiem. Dotykały mnie one zarówno ze strony znajomych, jak
i rodziny. Jestem w 90% pewna, że każdy "human" kiedyś się z takimi określeniami spotkał. Mi na przekór wszystkim profil zaczął się podobać, zaczęłam się rozwijać, pisać wiersze, reportaże i przeprowadzać wywiady. Zaczęło się dziać, a ja zaczęłam robić to co sprawiało mi przyjemność. Zaczęłam interesować się coraz częściej rzeczami związanymi z morderstwami, ofiarami,przestępstwami. I wtedy nadszedł czas wyboru przedmiotów zdawanych na maturze i studiów.


Zaczęłam zastanawiać się nad spróbowaniem swoich sił w policji lub pracy jako dziennikarz śledczy. Jednakże
o pójściu na bezpieczeństwo narodowe lub kryminologię nikt słyszeć nie chciał, a ponadto było za późno na to żeby nadrobić zaległości z przedmiotów potrzebnych przy rekrutacji (np. biologi, którą miałam tylko w pierwszej klasie liceum). 

Ponieważ całkiem nieźle szedł mi język francuski, osoby dookoła mnie stwierdziły, że może to jest to, co powinnam w życiu robić. Przekonali mnie między innymi argumentami, że tłumacz zarabia całkiem niezłe pieniądze, może mieć nienormowany czas pracy, siedzi w suchym biurze, bla bla bla... I tak wybrałam karierę tłumacza języka francuskiego jako zawód, który miałabym wykonywać przez kolejne 30 lat. I wszyscy szczęśliwi.... dziadkowie, ciotki, wujkowie... Nawet ja - do dnia w którym rozpoczął się rok akademicki.

Owszem, kochałam język francuski. Uwielbiałam rozmawiać w tym języku, uczyć się słówek i wykorzystywać go
w życiu codziennym. Ale cała reszta była dla mnie męczarnią ! Analiza dwunastowiecznych wierszy sprawiała, że dostałam gorączki. Wiecznie oblane egzaminy ustne, gdyż podobno źle wymawiam "r" gardłowe, sprawiały że dostawałam depresji. Godziny siedzenia nad tekstami i ich tłumaczenia, sprawiały że teksty te śniły mi się po nocach. I ciągłe mówienie o tym jaka późniejsza praca nie będzie super, sprawiała że nie potrafiłam o niczym innym myśleć.  


Wiecie co wtedy zaczęłam robić? Pomiędzy jednym a drugim tłumaczeniem tekstów zaczęłam uczyć się przedmiotów które pomogłyby mi w dostaniu się na kryminologię. Stwierdziłam że zdam je dodatkowo i złożyłam deklarację maturalną. Przyłożyłam się do nauki i mimo kilku lat przerwy, zdałam je z bardzo dobrym wynikiem. I wtedy podjęłam decyzję o rzuceniu filologii, która była dla mnie męką. Sama decyzja byłą dla mnie przyjemnością, była zrzuceniem
z siebie wielkiego ciężaru. A gdy rodzina się dowiedziała... był krzyk, płacz, rozpacz i próby szantażu. Tylko mama była po mojej stronie. To jej słowa i popieranie mnie pomogły mi dojrzeć i zrozumieć, że podjęłam dobrą decyzję.  Dostałam się na kryminologię i teraz robię to co  sprawia mi radość. Tak, zdaje sobie sprawę z tego, że prace po tym kierunku znaleźć mi będzie ciężej niż po filologii, ale wreszcie robię to, co kocham.


A morał z mojej długiej historii jest taki :

Kochani, róbcie w życiu to co kochacie ! Słuchajcie swojego serca, nie bójcie się podejmować decyzji, nie bójcie się popełniać błędów. Idźcie przez życie drogą, która według Was jest najlepsza.
I pamiętajcie, że tylko Wy naprawdę wiecie,co jest dla Was najlepsze.

I oczywiście nie chodzi mi tylko o studiowanie. Jest to tylko przykład, który uświadomił mi, jak ważne jest podejmowanie własnych decyzji. I to samo tyczy się edukacji, pracy, zmiany miejsca zamieszkania... wszystkiego, co jest dla nas istotne. 

Czy byłabym teraz szczęśliwym człowiekiem, gdybym poszła drogą którą wybrali dla mnie inni? Nie !
Czy zadowolona wracałabym po pracy do męża i dziecka, robiąc przez 20 lat coś co nie sprawia mi przyjemności? Nie !




Kochani, raz jeszcze... walczcie o siebie. Walczcie o osoby wokół Was, o to, żeby dążyli do swojego własnego szczęścia. Żeby byli w życiu osobami, które z przyjemnością patrzą w swoje odbicie w lustrze.

Zgadzacie się ze mną? 

Miłego, słonecznego i serdecznego dnia kochani !


Studniówka... ciąży :)

Studniówka... ciąży :)


Studniówka ciąży, czyli kilka słów o tym, jak  u mnie wyglądało ostatnie pół roku :).

Moi drodzy.... kilka dni temu wkroczyłam w III trymestr, co oznacza że przede mną już tylko 1/3 ciąży. Szczerze powiedziawszy, nie mam pojęcia kiedy upłynęło mi 180 dni i coraz bardziej przeraża mnie zbliżająca się wizja porodu ;). Dzisiaj chciałabym Wam opowiedzieć kilka słów o tym, jak moja ciąża różniła się od stereotypowych opowieści  
o pierwszych miesiącach oraz podsumować wszystkie przemyślenia ostatnich sześciu miesięcy :).


I trymestr (1-13 tydzień)

Po pierwsze, wszystkie dolegliwości I trymestru są mi kompletnie obce :D. Rozmawiając z ciężarnymi koleżankami
o słabych stronach ich ciąży, ciężko było mi się z nimi utożsamiać, gdyż zwyczajnie ich nie doświadczyłam. Czyżbym przechodziła inną ciążę niż wszyscy ? :D Całkowicie obce mi są :
  • nudności i wymioty;
  • zmęczenie i senność;
  • częste bieganie do toalety;
  • bóle piersi;
  • zawroty głowy.
Nie odstraszały mnie też żadne zapachy,nie przeszkadzało mi gotowanie ani sprzątanie. A, i nie miałam żadnych zachcianek ! (mój A. powinien mi dziękować na kolanach :D )

O ciąży, jak już wspominałam w poprzednich postach, dowiedziałam się na początku trzeciego miesiąca. Nic a nic wcześniej nie wzbudziło mojej czujności. W związku z tym funkcjonowałam tak jak wcześniej (oprócz odstawienia używek), czyli chodziłam do pracy, spotykałam się ze znajomymi, podróżowałam. Aleee...  starałam się jak najwięcej odpoczywać i lepiej odżywiać - mimo wszystko, bałam się, że coś mogłoby pójść nie tak.

Ogólnie ten okres minął mi bardzo szybko. Był czasem niesamowitej radości i informowania rodziny o tym co nastąpi za kilka miesięcy. I przede wszystkim - sami staraliśmy się oswoić z myślą być rodzicami ;).

Ah, i jeszcze jedno : tak samo jak każda z nas jest wyjątkowa, tak samo każda ciąża jest wyjątkowa. I to jest dla mnie piękne ! :)


II trymestr (14-27 tydzień) :

To był zdecydowanie jeden z fajniejszych etapów w moim życiu. Nic mi nie dolegało, zaczęliśmy pomału kompletować wyprawkę, poznaliśmy płeć, wybraliśmy imię, brzuszek zaczął mi się ładnie zaokrąglać i malutka zaczęła dawać o sobie znać kopniakami ;). Przez to wszystko ciąża stała się dla nas bardziej realna, a nasza córeczka zaczęła tak naprawdę istnieć obok nas, a nie tylko w naszej wyobraźni. Wszystko się ustabilizowało i ja stałam się spokojniejsza. Mogłam już pomału przestawać dmuchać i chuchać na zimne (co nie znaczy,
że przestałam o siebie dbać). Mój drugi trymestr przypadł na okres zimy (której szczerze nienawidzę), więc spacerów
 i wyjść ze znajomymi było zdecydowanie mniej, czego mi bardzo brakowało :(. 

Oprócz tego, do końca szóstego miesiąca mieściłam się jeszcze w ubrania sprzed ciąży, co ogromnie mnie cieszyło ;). Zaopatrzyłam się jedynie w kilka sukienek, które adekwatne były do wielu okazji. Dzięki temu zaoszczędziłam na zakupie dość drogich ubraniach ciążowych :). 

Dolegliwości drugiego trymestru, których na szczęście też w większości uniknęłam ;) :
  • zaparcia, niestrawność;
  • nietrzymanie moczu;
  • bóle pleców i kręgosłupa (te zaczęły mi doskwierać po 24 tygodniu, szczególnie podczas spędzania długich dni na uczelni i siedzenia ciągle w jednej pozycji);
  • skurcze łydek;
  • zawroty głowy;
  • obrzęki rąk i nóg (dolegiwały mi szczególnie w trakcie długich podróży pociągiem, dlatego zdecydowałam się ich po prostu unikać na tyle ile mogę).

   
III trymestr (28-40 tydzień) :

Dolegliwości :
  • bóle kręgosłupa;
  • zgaga;
  • twardnienie macicy;
  • bóle nóg;
  • opuchlizna całego ciała.
O tym trymestrze opowiem Wam za trzy miesiące ( chyba nadal to do mnie nie dociera). Z pewnością będą one bardziej intensywne i pełne pracy. I po upływie trzeciego etapu ciąży z pewnością nie będę mogła się już chwalić, jak to nic mi nie dolegało :D. Mój brzuszek jest już naprawdę pokaźny... ;). 

Z pewnością czeka mnie dalsze kompletowanie wyprawki, zmiana mieszkania, sesja letnia (o zgrozo), i kilka podróży na południe Polski, co też się na mnie odbije. Będę Wam o tym pisać na bieżąco ;).

UWAGA: Dolegliwości wymienione wyżej przeze mnie są dolegliwościami standardowymi. Jeżeli dzieją się jakiekolwiek inne rzeczy, lub cokolwiek zaczyna budzić nasza czujność, należy skontaktować się z lekarzem
i niczego nie bagatelizować! 

Dziewczyny jak to było u Was? Co dolegało Wam i Waszym znajomym? Żonom, partnerkom, przyjaciółkom? :)


Kochani, i jeszcze jedno :

Z okazji zbliżających się Świąt Wielkanocnych, życzę Wam dużo zdrowia, miłości, spokoju, samych szczerych ludzi dookoła, powodów do uśmiechu na twarzy każdego dnia i spełnienia najskrytszych marzeń !
Moja definicja szczęścia.

Moja definicja szczęścia.

Moi drodzy, dzisiejszy post nie będzie radą dla młodych mam, dla rodzin czy zagubionych osób. Nie będzie też wskazówką do tego jak postępować żeby być szczęśliwym. Nie powie nam do czego dążyć, ani jak zmienić swoje życie. Ale będzie moją własną definicja szczęścia. Będzie opisem moich doświadczeń i obserwacji z kilku ostatnich lat. Będzie podsumowaniem tego, na czym mi w życiu najbardziej zależy i do czego dążę każdego dnia. Zapraszam ! :)


Zacznę od tego, że mieszkając jeszcze w domu rodzinnym, często słyszałam słowa, że najważniejsze jest bycie zdrowym. Była to rzecz która zawsze pojawiała się w urodzinowych życzeniach,                w świątecznych rozmowach czy chociażby przy zwykłych pogaduchach na kawie. Były to słowa najczęściej wypowiadane przez osoby starsze. Rozumiałam je, szanowałam, ale też lekceważyłam. Wszyscy wokół byli zdrowi, uśmiechnięci, szczęśliwi - po co więc przejmować się jakimś zdrowiem ? Tak, dokładnie tak myślałam... Do momentu, gdy nie zachorowała jedna z najbliższych mi osób. Do momentu hektolitrów wylanych łez, nieprzespanych nocy, modlitw do Boga. Od tego czasu nigdy już nie zwątpię w prawdziwość słów, że zdrowie jest jedną z najważniejszych rzeczy w życiu każdego
z nas.

Kolejną rzeczą jakiej życzymy, tak samo sobie jak i naszym najbliższym jest miłość.  Wychowując się w pełnej, kochającej rodzinie, uważałam że to normalne i oczywiste. Że to co mam, jest jak najbardziej naturalne. Że miłością otaczamy się od początku i że zawsze tak będzie. Kolejny błąd. Wiecie kiedy zaczynamy coś doceniać ? W momencie gdy to stracimy. I tak było też u mnie - było pięknie do rozwodu rodziców. Do momentu, gdy zniknęła miłość. Gdy zobaczyłam ból w oczach zostawianej osoby. Gdy zaczęłam rozumieć, że nie wszystko było tak idealne jak mi się wydawało. Gdy rodzina nagle została rozbita. Gdy wokół stołu w niedzielę nie siedzieliśmy już wszyscy. Gdy oczywistym stało się, że nigdy nie wróci to co było. I wtedy zrozumiałam... że miłość jest ogromnie ważna, a gdy zaczyna jej brakować, to upada wszystko. 

A wszyscy przecież chcielibyśmy, aby ktoś na starość zrobił nam takie zdjęcie :


Życzymy też przyjaźni. Tak jak w poprzednich przypadkach, w czasach szkolnych ignorowało się stwierdzenie jaka przyjaźń jest ważna, bo miało się ją na co dzień i wydawało się że będzie zawsze. Kolejny błąd, pokazujący to jak często ludzie w naszych życiach są tylko przez chwilę. Gdy tylko wyjechałam z domu rodzinnego, do obcego miasta, gdzie nikogo nie znałam, kontakty ze znajomymi się pourywały- tak po prostu. Mimo kilku dobrych lat spędzonych razem, wszystko zniknęło, chociażby dlatego, że nie mogłam już co piątek wyskoczyć na piwo ;). Wtedy właśnie zaczęło mi brakować osoby, z którą mogłabym porozmawiać i się wygadać. Która potrafiła mi dać porządnego kopa w tyłek i pokazać, że dam radę.  Która rzuciłaby wszystko po to żeby mi pomóc. Na szczęście, taka osoba stanęła na mojej drodze, za co niezmiernie dziękuję ! 


I jeszcze jedna rzecz. Gdy moja wspomniana już babcia dowiedziała się, że jestem w ciąży, cały czas mówiła jedno zdanie : najważniejsze jest, aby dzieciątko było szczęśliwe. I wiecie co?? Po tych słowach chyba się otrząsnęłam, bo zrozumiałam, że jest to kolejna rzecz, której nie doceniam bo... ją mam! Tak, jestem szczęśliwa. Tak, tak, tak. Jest mi dobrze. Mam kochającego faceta, noszę w sobie dziecko, mam kochających ludzi wokół siebie, robię to co kocham. Czy znowu doceniłabym to co mam, w momencie, w którym bym to straciła?


Moi drodzy, przypominam. Z moim A. nie mamy własnego mieszkania, wynajmujemy maleńką kawalerkę. Nasz samochód ma dwadzieścia lat i częściej stoi niż jeździ :D. Zdarza się, że nie jest tak łatwo związać nam koniec z końcem, ale :
  • mamy siebie i niesamowicie się kochamy;
  • oczekujemy dziecka, które będzie wspaniałym dopełnieniem naszej miłości;
  • mamy wokół siebie wspaniałych przyjaciół i rodziny, które zawsze nam pomogą;
  • jesteśmy zdrowi.
I jesteśmy szczęśliwi, bo mamy wyżej wymienione rzeczy. To jest właśnie nasza definicja szczęścia. Nie pieniądze, nie kariera, nie podróże. Oczywiście, ktoś może się ze mną spierać, że nie mam racji, przytaczając chociażby argument, że pieniądze dają szczęście. Sorryyyy... nie mi :D. Oczywiście, gdyby były, byłoby nam łatwiej, ale....
  • Po co mi pieniądze, gdybym nie miała mojego A. i maleństwa??
  • Po co mi pieniądze, gdybym nie miała przyjaciół, którzy szczerze i z miłości nie podaliby mi nawet szklanki wody??
  • Po co mi pieniądze, gdybym była na przykład nieuleczalnie chora??
Moja odpowiedź jest taka : w powyższych sytuacjach byłyby guuuuzik warte. Dlatego właśnie dziękuję za to co mam... za ogromną miłość, za przyjaciół, za wspólne wieczory, za zdrowie                i spotkania przy tanim winie. Za piesze wycieczki i noce spędzone na plaży, bo żadne z nas nie miało pieniędzy na "wypad za miasto". Za wieczór przed telewizorem, kiedy mogę wtulić się w miłość mojego życia, a nie za drogie kolacje. Nie za podróże, nie za dyskoteki, nie za prezenty.  Za szczęście...  Dziękuję. 

A wiecie co odpowiadam, gdy ktoś próbuje odbijać powyższe moje argumenty? Pytam, czy szczęśliwi byli celebryci, którzy popełnili samobójstwo. Wiem, brutalne... Ale musicie to wybaczyć przyszłej Pani kryminolog. Wracając... czyż nie mam racji ?



I wiecie co?? Pisze to 21-letnia dziewczyna :D. Niejeden mój rówieśnik powiedziałby, że poprzewracało mi się w d... Ale ja tak nie myślę :) Myślę za to, że dzięki doświadczeniom i obserwacjom wypracowałam sobie powyższy obraz świata. I wiecie co ? Ciesze się że go mam, i że moim priorytetem nie jest kariera, impreza do rana, czy podróże dookoła świata. A teraz wybaczcie... 

Uciekam poprzytulać się do miłości mojego życia, popatrzeć w telewizor i cieszyć się moją codziennością, bez której nie byłabym tą osobą, którą jestem :).

Kochani... a jaka jest wasza definicja szczęścia?? Opowiadajcie.

Miłego dnia !:)
Prywatna opieka ginekologa w ciąży. Ile tak naprawdę kosztuje ?

Prywatna opieka ginekologa w ciąży. Ile tak naprawdę kosztuje ?

Gdy dowiedziałam się o ciąży, stanęłam przed wyborem opieki lekarskiej. Oczywistym było to, że lekarza prowadzącego muszę znaleźć i to jak najszybciej. Karta ciąży (zakładana przez lekarza prowadzącego) powinna być założona do 10 tygodnia ciąży -jest to obowiązkowy warunek późniejszego starania się o becikowe (1000 zł - które przysługuje rodzicom po urodzenia dziecka). Zaczęło się więc gorączkowe szukanie lekarza, który mógłby zająć się mną i moim maleństwem. Pojawiło się zatem pytanie, na co się zdecydować :

Opieka prywatna czy publiczna ?



Do lekarzy państwowej opieki zdrowotnej zraziłam się już kilka lat wcześniej. Na swojej drodze napotkałam lekarzy,którzy swoją pracę wykonywali jak przykry obowiązek, do pacjenta podchodzili jak do kolejnego manekina siedzącego na fotelu i płaczącego co tu go nie boli, ale przede wszystkim - nigdy nie pomogli mi w rozwiązaniu problemów z którymi do niech przyszłam. 

Mimo to, wahałam się. Ciągle powtarzałam sobie, że opieka państwowa jest :

  • darmowa, więc dużo pieniędzy zaoszczędzę ;
  • od kilku dobrych lat płace składki społeczne i zdrowotne, więc należy mi się to, (za przeproszeniem) jak psu buda. 
Biorąc od uwagę moje wcześniejsze doświadczenia, postanowiłam przejrzeć fora internetowe, żeby znaleźć dodatkowe powody do udania się do lekarza publicznie. Opinie oczywiście były podzielone, gdyż każda z nas ma inne doświadczenia. 

Ostatecznie, analizując swoje poprzednie przygody, w trakcie cudownych 9 miesięcy zdecydowałam się na opiekę prywatną.  

Jakie były koszta opieki u mojego lekarza? O wszystkim opowiem poniżej. Mam nadzieje, że mój post pomoże przyszłym mamusiom podjąć decyzję o tym, jakiego lekarza wybrać. :)


  • Pierwsza moja wizyta u prywatnego lekarza ginekologa, do którego poszłam potwierdzić ciąże, kosztowała mnie - 250 zł (badanie USG + konsultacja). Ten koszt był tak kolosalny, że płacąc  o mało nie dostałam zawału :D. Dlatego, gdy już ciąża była potwierdzona, lekarza prowadzącego znalazłam innego - o przeszło połowę tańszego.

  • Druga wizyta, miała miejsce u lekarza, który moją ciąże poprowadzi już do końca. Koszt wizyty u mojego lekarza wynosi 100 zł. Jest to świetna cena, jeżeli chodzi o opiekę prywatna (w dużych miastach cena waha się miedzy 100-300 zł).  Do rozwiązania mam zaplanowanych 11 wizyt. Łączny koszt wszystkich wizyt to : 1100 zł. Dodam tutaj, że na każdej wizycie mam robione badanie USG, które jest wliczone w cenę wizyty.

  • Kolejnym wydatkiem, jaki poniosłam było zrobienie pierwszych badań (w 3 miesiącu ciąży). Oczywiście wszystkie badania wykonać musiałam prywatnie, co wiązało się z dość sporymi kosztami. Jednakże, jest na to pewien sposób, który praktykuje całkiem dużo kobiet ciężarnych - chodzenie do dwóch lekarzy - jednego prywatnego, a drugiego państwowego. Pamiętajmy, iż nie ma przeciwwskazań żeby posiadać dwie książeczki ciążowe, więc nie stanowi to problemu (jednak lepiej się do tego nie przyznawać :D ). Chodząc do dwóch lekarzy, jest szansa na uniknięcie własnie kosztów badań, gdyż na wykonanie niezbędnych badań dostajemy skierowanie - chociaż nie mamy gwarancji, że lekarz państwowy przepisze nam dokładnie te same badania do wykonania co lekarz prywatny oraz, że lekarz prywatny nie będzie kręcił nosem gdy zobaczy wyniki badań za które nie zapłaciliśmy.  Wracając do tematu.... za pierwsze badania zapłaciłam - 295 zł.  

  • Dalsze badania do wykonania miałam w 6 miesiącu ciąży. Było to między innymi tzw. próba cukrzycowa, która powinna być wykonana każdej kobiecie ciężarnej w tym okresie, w celu wyeliminowania ryzyka wystąpienia  cukrzycy ciążowej. Koszt badań (wymienionych poniżej) to - 63,90 zł. 
  • Do wykonania pozostały mi tylko dwa badania w 9 miesiącu, czyli morfologię oraz badanie ogólne moczu.  Korzystając w powyższych paragonów, policzyć możemy że wyniosą mnie one - 26,20 zł. 
  • Osobnym kosztem jaki poniosłam był zakup witamin. Nie doliczam ich do kosztów prywatnej opieki, gdyż jeżeli chodzimy do lekarza państwowego także musimy za nie zapłacić (o ile jesteśmy ich zwolenniczkami). Temat ten podejmę w kolejnym poście. ;) 
Reasumując, prywatna opieka ginekologa w ciąży, przez cały okres jej trwania, kosztuje mnie :

1725,10 zł

Oczywiście są to koszta jedynie poglądowe. Należy pamiętać, że ceny zarówno wizyt w gabinecie lekarskim jak i badań różnią się w zależności chociażby od naszego miejsca zamieszkania. Zdarza się także, iż jeżeli mamy problemy z naszym maleństwem, liczba wizyt może się zwiększyć, co także kosztuje wiecej. 

Przeglądając fora internetowe, udało mi się znaleźć także ceny pakietów prywatnej opieki ginekologicznej w ciąży (wizyta + badania) w innych miastach. Zobaczmy :
  • Warszawa - 2600zł
  • Opole - 1600zł
  • Częstochowa - 3600 zł (w tym pakiecie zawarta jest także opieka poporodowa nad matką - do 6 tygodni)
  • Kraków - 2000 zł
Powyższe koszta nie są jednak w żaden sposób potwierdzone, więc należy lekko przymknąć na nie oko. Wrzucam je jedynie poglądowo. 



Podstawowym kryterium jakie bierzemy pod uwagę wybierając lekarza prowadzącego ciąże są oczywiście koszty. Jeżeli już się na nie decydujemy, szukamy zalet takiej opieki. W moim przypadku, są to :
  1. Badanie USG wykonywane na każdej wizycie.
  2. Bardzo dobry kontakt z lekarzem (kilka razy zdarzało mi się dzwonić do mojego lekarza późnym wieczorem, aby tylko rozwiać moje obawy).
  3. Brak oczekiwania w kolejce.
  4. Indywidualne podejście do pacjenta.
Moje drogie ! Swoim postem chcę Wam pokazać ile kosztuje (mniej więcej !) prywatna opieka, jednak najszerzej życzę Wam abyście mogły skorzystać z opieki lekarza państwowego ! Mam nadzieje, że Wasze przygody z lekarzami nie są takie jak moje i możecie pozwolić sobie na zaoszczędzenie sporej ilości pieniędzy. :)

Kochane, jakie są Wasze zdania na temat opieki medycznej prywatnej i publicznej? U jakiego lekarza prowadziłyście lub zamierzacie prowadzić swoje ciąże? Opowiadajcie ! :)

Miłego tygodnia moi drodzy ! :)








Szkoła rodzenia. Czy warto ??

Szkoła rodzenia. Czy warto ??

Kochani czytelnicy, mój powrót do pisania o ciążowych przygodach chciałabym rozpocząć od kilku słów na temat szkoły rodzenia. Wydaje się to temat bardzo lekki i przyjemny, ale czy rzeczywiście taki jest? Zastanówmy się : jakie pytania młodzi rodzice stawiają sobie poruszając temat szkoły rodzenia?

Czym jest szkoła rodzenia ?

Kiedy się do niej zapisać?

Czego nauczymy się uczęszczając na zajęcia?

CZY WARTO???

Na wszystkie pytania postaram się szczegółowo odpowiedzieć - a jeśli o czymś zapomnę, przypomnijcie i pytajcie  w komentarzach ! ;)



Szkoła rodzenia, mimo swojej nazwy, nie uczy nas rodzić, gdyż tą umiejętność każda kobieta ma we krwi. :) Są to zajęcia prowadzone dla kobiet w ciąży i ich partnerów, przygotowujące do porodu mentalnie, uczące opieki nad dzieckiem, dbania o siebie w czasie ciąży oraz tego jak ciężkie chwile porodu sobie ułatwić.;) Pierwsze szkoły rodzenia powstały w Wielkiej Brytanii po II wojnie światowej, a w Polsce zajęcia przygotowujące do przyjścia na świat dzieci prowadzone są od 1956 roku. Historii to by było na tyle,bo nie o to w dzisiejszym poście chodzi. ;) 

Szkoły możemy podzielić :
  • finansowane ze środków publicznych (darmowe)
  • prywatne (ceny wahają się od 100 zł do 500 zł za cały kurs) 
  • internetowa szkoła rodzenia (w większości darmowe)
Czas kursu to około 2-3 miesięcy. Generalnie przyjmuje się że trwa on około 5 tygodni. Wszystko zależy od tego jak często prowadzone są zajęcia (z reguły 2-3 razy w tygodniu po 1,5 godziny).          W dobrych szkołach rodzenia, w zajęciach uczestniczy max. 8-10 par (możemy na nie zabrać kogo chcemy - partnera, przyjaciółkę, mamę). Zajęcia odbywają się zarówno wieczorami jak i w weekendy (zależy od szkoły), więc nawet jeśli jesteśmy wytrwałe i chcemy pracować do końca ciąży, to bardzo możliwe,że uda znaleźć się takie zajęcia, które nie będą kolidowały z innymi obowiązkami .;)

Ponieważ tak jak napisałam powyżej, czas trwania nauki w szkole trwa 5 tygodni, do szkoły zapisać należy się po 20 tygodniu ciąży, ale przed 25 tygodniem. Na zajęcia uczęszczają kobiety właśnie po 25 tygodniu i praktycznie już do samego rozwiązania. Nienależny zatem przekroczyć podanej przeze mnie górnej granicy, gdyż możemy albo zwyczajnie nie wyrobić się z materiałem przerabianym w szkole, albo zaawansowanie naszej ciąży nie będzie nam pozwalało na wykonywanie pewnych ćwiczeń. 



Tematy, które poruszane są na zajęciach w szkole rodzenia :
  • zapłodnienie, rozpoznanie ciąży, dolegliwości
  • rozwój dziecka
  • prawa kobiet w ciąży
  • stosowanie leków
  • wyprawka dla noworodka
  • zwalczanie leków i obaw przyszłych rodziców przed porodem
  • naturalne metody łagodzenia bólu 
  • pozycje porodowe
  • sposoby oddychania podczas porodu
  • zalety karmienia piersią
  • dieta kobiety karmiącej
  • opieka nad noworodkiem
Programy szkół rodzenia oczywiście się różnią, a wymienione przeze mnie powyżej są tymi,które na wszystkich zajęciach omówione być muszą. Dodać również należy, że w szkole rodzenia odbywają się zajęcia praktyczne i teoretyczne.  Te pierwsze, obejmują głównie ćwiczenia w czasie ciąży, uczące nas technik relaksacyjnych czy prawidłowego oddychania.


Uwaga ! 

Aby zapisać się na zajęcia do szkoły rodzenia, posiadać musimy zaświadczenie od lekarza, które potwierdza, że nie ma ku temu żadnych przeciwwskazań. Zdarza się, że kobieta w zajęciach uczestniczyć nie może, ze względu na bycie w grupie podwyższonego ryzyka, czy zagrożenie poronieniem lub przedwczesnym porodem. Jeżeli lekarz odradza nam udział w szkole rodzenia, warto spytać, czy możemy uczestniczyć tylko w zajęciach teoretycznych (o ile nie musimy leżeć!).

Należy także pamiętać, iż niektóre szpitale mogą wymagać od nas zaświadczenia ukończonego kursu w szkole rodzenia, jeśli zdecydujemy się na poród rodzinny

I najważniejsze : CZY WARTO ??

Moim osobistym zdaniem : TAK.

W szczególności, jeżeli spodziewamy się naszego pierwszego potomka, nie mamy pojęcia co się      z czym "je", a mama czy teściowa nie zawsze będą w pobliżu.;) Poza tym, wiedzę zdobytą samodzielnie, same możemy uznać za potrzebną lub nie, możemy wyciągnąć i podjąć własne wnioski. Ponadto, szkoła rodzenia rozwieje nasze lęki, uspokoi i pozwoli wszelkie informacje przyswoić razem z innymi mamami.
Oczywiście, nie musimy uczęszczać do szkoły rodzenia, aby urodzić - nasze ciało jest do tego stworzone. Ale czy to znaczy że nie warto dowiedzieć się kilku przydatnych rzeczy (dotyczących np. opieki nad noworodkiem) ??

Mimo prawie 70 lat istnienia szkół rodzenia w Polsce, cały czas nie są one wybitnie popularne.          Co prawda, każdy z nas, gdzieś o tym słyszał, ale nie każda kobieta myśli o tym żeby z usług szkoły skorzystać. Warto zauważyć, że w Polsce do szkoły rodzenia uczęszcza około 3% kobiet, gdzie przykładowo w Holandii jest to około 70 % ciężarnych !  Rodzi się zatem pytanie, czym jest to spowodowane? Czyżby to była nasza mentalność, że wszystko sami wiemy lepiej ? ;)

Oczywiście nie każda kobieta ciężarna ma możliwość uczestniczenia w szkole rodzenia, chociażby ze względu na brak takiej szkoły w miejscu zamieszkania. W takiej sytuacji całym sercem mogę polecić internetową szkołę rodzenia. Z takiego rozwiązania sama korzystam i mam o nim pozytywne opinie. :)

Logując się na stronę szkoły, otrzymujemy materiały edukacyjne, które musimy przerobić, aby ukończyć poszczególne etapy kursu. Są one opracowane przez specjalistów, a słucha się ich naprawdę bardzo przyjemnie. Ja korzystając z oferty właśnie takiej szkoły, dowiedziałam się wielu rzeczy, które nawet nie przyszły mi na myśl - np. jakie prawa przysługują mi podczas porodu (omówię je po ukończeniu wszystkich etapów szkolenia). Na końcu tej pełnej wartościowej wiedzy drogi, otrzymujemy certyfikat potwierdzający uczestnictwo (chociaż nie wszystkie szkoły internetowe mają taką możliwość).


Kochani, a Wy co myślicie o szkołach rodzenia ? Czy ktoś z Was miał z nimi do czynienia? A może uważacie że nie są one potrzebne ? Opowiedzcie ! :)     


Studia, praca dziecko ? Nie dasz rady !

Studia, praca dziecko ? Nie dasz rady !

Zaczynając temat studiów, pracy i wychowywania dziecka muszę przybliżyć Wam moją obecną sytuację. Studiuję zaocznie, aktualnie jestem w piątym miesiącu ciąży ( termin porodu wypada akurat w sesji letniej :D ), sesję zimową zdałam już z dość widocznym brzuszkiem, a oprócz tego pracuję. Gdy dowiedziałam się o ciąży był to początek roku akademickiego i prawie każda osoba, która            o ciąży została poinformowana mówiła jedno - że nie dam rady.  Znajomi proponowali urlop dziekański, rodzina rezygnację ze studiów. A ja mimo silnych ciążowych dolegliwości postanowiłam studiować. Decyzji podjętej nie żałuje, chociaż jeszcze wiele przede mną ;). 



Mimo, że w poprzednim roku akademickim, studiowało ze mną kilka osób w ciąży (co już było dla mnie powodem do myślenia, że jeśli tylko się chce to można(!)), postanowiłam przejrzeć kilka forów internetowych w celu poznania na ten temat opinii innych osób. I przeraziło mnie myślenie kobiet, które rezygnowały z własnych marzeń, aby wychować dziecko i zostać kurą domową. A nawet nie, nie to - przeraziły mnie też opinie kobiet które takie posty komentowały i do rzucenia wszystkiego namawiały. Oto przykład :

(A) : "Mam 1.5 roczna córkę i już po prostu wysiadam.... Pracuje od poniedziałku do piątku po 6 godzin.W weekendy studia 2 rok egzaminy się zaczynają wiec trzeba przysiąść Mąż pracuje, też się prawie nie widujemy.Po co to pisze nie wiem , musiałam chwile odetchnąć i za chwilę lecieć obiad robić , bo córka zaraz się obudzi , poprasować i do pracy."

Czytając powyższy wpis mamy przed sobą kobietę zmęczoną, o wielu problemach (także w małżeństwie), szukającą wsparcia i słów otuchy u innych kobiet. Kobietę, która daje radę (!!!), ale, jak każda z nas, potrzebuje wsparcia. Zobaczmy jednak jakie wsparcie forumowiczka otrzymuje :

(B) : "po co dziecko robilas?"

(C) : "rzuc studia albo mąż niech zacznie lepiej zarabiać a ty bedziesz w domu"

Czytając powyższe "rady" coraz szerzej otwierałam oczy z przerażenia... Jak zagubionej kobiecie można powiedzieć coś takiego? To jak wbić nóż w plecy. Na szczęście, na forum znalazło się też kilka kobiet o dobrym sercu :

(D) : "musisz zmienić podejście, wiem ze to trudne ale postaraj się czerpać jak najwięcej z życia. powtarzaj sobie ze jesteś silna i dajesz radę."


(Powyższe wypowiedzi są zaczerpnięte z popularnego forum dla kobiet. Pisownia  jest oryginalna.)




Odpierając od razu atak napiszę, że to prawda, że każda ciąża jest inna, każda praca jest inna i każda sytuacja jest inna. Tak, to prawda. Nie mogę teraz powiedzieć walcz o siebie, nie znając Twojej sytuacji (ale chętnie ją poznam, jeśli pozwolisz). Ale mogę powiedzieć, że to Ty najlepiej wiesz co czujesz w sercu ! Ty wiesz, czy masz w sobie na tyle siły, żeby spróbować - a ja wiem, że masz ! Uwierz w siebie ( i w dziecko, które być może nosisz pod sercem), a dasz radę !

Popatrzcie :

  • studiuję zaocznie
  • pracuję ( za niską pensję ), a pomocy od innych nie mam
  • jestem w ciąży
  • mieszkam w dużym mieście, wiele kilometrów od rodzinnego domu
Ktoś by powiedział, że oszalałam. A ja jestem szczęśliwa ! Wiecie dlaczego ? Bo wokół siebie mam kochającego partnera, dziecko pod sercem i szczerych przyjaciół. To dzięki nim dawałam radę w wielu ciężkich momentach w przeszłości, daje radę teraz i będę dawała dopóki najbliżsi będą przymnie. 




Odnośnie przebiegu ciąży, sesji letniej i pracy, będę pisała na bieżąco :) Na tym etapie mojego życia, pragnę Wam tylko powiedzieć, abyście :


  • Walczyli o siebie i swoje marzenia.
  • Nie dali się zmanipulować innym.
  • Uwierzyli w siebie.
  • Robili to, co Wam  serce podpowiada.
Na dziś to tyle kochani, zapraszam do dyskusji ;)
Copyright © 2014 Młoda mama z pasją , Blogger